2012-05-12
Piknik Naukowy 2012
Wspaniała frekwencja, duże zainteresowanie tematami astronomicznymi, mnóstwo pytań i rozdane prawie wszystkie ulotki - tak w skrócie można podsumować tegoroczną edycję Pikniku Naukowego i wkład Polskiego Towarzystwa Miłośników Astronomii w jego organizację :)
Rano pogoda zmieniała się jak w kalejdoskopie - o 6:15 świeciło Słońce, po to tylko aby ustąpić chmurom i ulewnemu deszczowi zaledwie godzinę później. Obawialiśmy się, że na Pikniku może zabraknąć zwiedzających, jednak wątpliwość ta okazała się absolutnie nieuzasadniona już o godzinie 11. Pomimo padającego wciąż deszczu ludzi pojawiało się więcej i więcej. O 14:00 praktycznie wszystkie stanowiska oblegał stały tłum odwiedzających, a zainteresowanie nie malało do momentu oficjalnego zamknięcia imprezy.
Na naszym stanowisku, współdzielonym tak samo jak w poprzednim roku z Zespołem Szkół Ogólnokształcących nr 2 z Legionowa, atrakcji nie zabrakło:
- Teleskop optyczny - plamy słoneczne
- Teleskop H-alfa - wygląd Słońca w paśmie emisyjnym wodoru (protuberancje)
- Spektroskop amatorski - badanie składu chemicznego Słońca, ocena widma różnych źródeł światła
- Pomiar obwodu Ziemi metodą starożytną
- Odkryj gwiazdę supernową
- Wielościany foremne i prawa Keplera
- Jasność odległych źródeł światła
- Origami - jak zrobić coś interesującego z papieru (bardzo silnie wspierane przez uczniów ZSO i oblegane przez zwiedzających :) )
Pokazy, początkowo statyczne (padający ciągle deszcz), nabierały tempa wraz z poprawą pogody. Coraz większa liczba chętnych i pytań zadawanych podczas rozmów wystawiała na próbę zarówno cierpliwość odwiedzających jak i wytrzymałość naszych strun głosowych... Do poszczególnych pokazów / doświadczeń ustawiały się kolejki, nie nadążaliśmy z podawaniem wyjaśnień. Wśród pokazów astronomicznych szczególnie dużym zainteresowaniem obdarzono doświadczenie z badaniem składu chemicznego Słońca, polegające na obserwacji prążków absorbcyjnych w rozłożonym świetle naszej Gwiazdy Dziennej. Uczestnicy bez większego trudu odnajdywali elementy charakterystyczne dla obecności pierwiastków takich, jak wodór, sód, magnez czy żelazo.
Cieszymy się bardzo, że mogliśmy dostarczyć zwiedzającym dużo nowych wiadomości, zachęcić do oglądania nocnego Nieba no a przede wszystkim dostarczyć pozytywnych wrażeń i przyjemności z uczestnictwa w Pikniku. Do zobaczenia za rok!
|
2012-03-20..30
Daleko, daleko
Wyprawa na Czarny Ląd, choć napędzana firmową potrzebą, jest czymś niepowtarzalnym :) Po długim, ponad dziesięciogodzinnym locie Airbus 380 dotknął wreszcie kołami Afryki. Lotnisko OR Tambo jest położone na obrzeżach Johannesburga, z miastem łączy je nitka bardzo nowoczesnej (i strzeżonej - nie wolno wsiadać z gumą do żucia!) kolei. Po 15 minutach byliśmy całą "firmową" ekipą na miejscu. Pierwszy tydzień życie płynęło w rytmie dwóch nurtów - dziennego, napędzanego biurowym pośpiechem, oraz wieczornego - gdy wchłaniał nas lokalny klimat.
Słońce, zgodnie z ustalonym porządkiem wstawało na Wschodzie a zachodziło na Zachodzie - odmienne zachowanie przejawiało się jednak w kierunku, w którym się poruszało - tuż po ukazaniu się nad horyzontem rozpoczynało wędrówkę w LEWO zamiast w prawo, a w południe było na Północy... W nocy Niebo rozświetlał Krzyż Południa (który dostrzegłem już z miasta), Alfa Centauri, Canopus - a znane nam gwiazdozbiory "odpoczywają" do góry nogami. Lokalesi na "chłodno" mówią wtedy, gdy w dzień jest 22C... Takie to miejsce ;)
W piątek udało mi się po pracy pojechać w miejsce zupełnie unikalne - 200km poza miastem, w bezpiecznym zakątku wskazanym przez Johannesburg Astronomical Society (dzięki Lerica!), mogłem podziwiać Południowe Niebo w całej krasie :) Wielki i Mały Obłok Magellana na południu, Krzyż Południa z Workiem Węgla wbudowane we wstęgę Drogi Mlecznej, Omega Centauri świecąca tak jasno jak gwiazda, pasmo Zodiakalne i przeciwblask wiszące całą noc w okolicach Lwa a na koniec nocy - pokaz Drogi Mlecznej w całej okazałości - to tylko niektóre z atrakcji tej nocy. Biegające naokoło zebry i jakieś psowate wyjące w sawannie to dodatki, których się nie zapomina ;) Rano wybrałem się jeszcze na fotograficzne polowanie zakończone całkiem udanymi zdjęciami.
Nasi lokalni koledzy zgotowali nam jeszcze na niedzielę małe safari w parku Pilanesberg - w przeciwieństwie do mojego nocnego miejca postoju park ten wysokim ogrodzeniem oddziela dzikie zwierzęta wewnątrz od ludzi na zewnątrz. Widzieliśmy więc słonie, żyrafy, gnu, guźce, kudu, springboki, nosorożce, hipopotamy i inne. Co za przeżycia - myślę, że galeria lepiej opowie ten fragment historii. Po dwóch tygodniach na miejscu wróciłem do domu z ulgą, a jednocześnie oczekiwaniem - niedługo ponownie tu zawitam :)
|
2012-02-12
Zima nad Pilicą (Nowe Miasto)
Pilica, skuta lodem, tylko gdzieniegdzie zachowała otwartą powierzchnię. Silne mrozy wyrzeźbiły na jej tafli fantastyczne kształty, pod kilkudziesięcio centymetrową warstwą lodu można było popatrzeć na płynącą wodę. I mimo tego, że w nocy było -18 to w dzień Słońce stwarzało niepowtarzalny nastrój. Po zamarzniętej rzece biegały lisy, na skrawku otwartej wody spotkaliśmy łabędzie, a witki z baziami przypominały o falstarcie przyrody związanym ze styczniowymi ociepleniami. Było na co popatrzeć i co sfotografować. Dnia dopełnił piękny zachód Słońca :)
|
2012-01-21_29
Wyjazd na narty
W dużym skrócie - bajka :) :) :) A w wersji nieco dłuższej też warto przeczytać: razem z Renatą i moim synem Grzegorzem pojechaliśmy na "duże narty" - czyli w okolice doliny Aosty. Wszystkie ośrodki narciarskie tego regionu łączy jedno - perfekcyjnie przygotowane trasy, dużo śniegu i piękne widoki. Trudno zresztą, żeby było inaczej, skoro trasy zaczynają się na wysokości 1800-2000m i jeździ się tylko wyżej i wyżej...
Sam dojazd obfitował w niespodzianki - włoskie doliny okupowała mgła (250km!) a po dojechaniu do doliny Aosty trzeba było otworzyć okna - na zewnątrz panowała temperatura +18C! Na tym jednak atak lata się zakończył ponieważ śnieg był wszędzie i można było jeździć do woli. Korzystaliśmy zatem bez ograniczeń i ile się tylko dało ;) Pogoda na Cervinii raz zawiodła, ale oddała to z nawiązką - wyprawa do Szwajcarii i widoki z Gonergrad były po prosu unikalne, przy widoczności grubo powyżej 100km. Przy okazji mieliśmy możliwość przejechać się zębatą kolejką (która na górę pełzła pod takim kątem, że odnosiło się wrażenie "położonych" na boku mijanych budynków; koniec końców to one stały prosto a my jechaliśmy w górę ;) ).
Razem z pozostałymi uczestnikami wyjazdu dotarliśmy do wszystkich zaplanowanych miejsc - Pila, Cormayeur, La Thuile, Cervinia, i wszystkie te miejsca pozostaną na długo w naszej pamięci :)
Poniżej w duuuużym skrócie relacja - jak było :) Zapraszam!
|